Wyniki konkursu

Cztery uśmiechnięte bibliotekarki trzymające dyplomy na tle półek bibliotecznych.

24 czerwca został rozstrzygnięty konkurs wewnętrzny dla Bibliotekarzy – pracowników Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Tadeusza Różewicza we Wrocławiu. Jego celem była popularyzacja życia i twórczości patrona biblioteki. Koleżeńskie jury wyróżniło cztery prace literackie przyznając następujące nagrody:

  • Jagoda Nowak (I Nagroda),
  • Joanna Szczygłowska (II Nagroda),
  • Karolina Lubczyńska (III Nagroda),
  • Małgorzata Horbanowicz (IV Nagroda).

Kolejny konkurs za rok!
Poniżej praca autorstwa Jagody Nowak – Kierowniczki Filii nr 32. Gratulujemy!

Życie wewnętrzne księgowej

W mieszkaniu mojej babci mieszkają obcy ludzie. Wizytuję tam często bez ich wiedzy, zwłaszcza wieczorem. Wszystko się zaciera i ucieka mi, oprócz tych kilku pokoi. Pamiętam co czułam pod palcami, gdy dochodziłam do przetartego miejsca na wykładzinie, jak wyglądała skuwka w prawej górnej części lustra z przedpokoju i jaki odgłos wydawała gdy delikatnie musnęło się ją opuszkiem, przyciskając tym samym do jego powierzchni. Próbuję od jakiegoś czasu znaleźć skrzypnięcie szafki ze spiżarki babci. Jednego dnia wydawało mi się, że jestem blisko. Zamknięty długopis przesuwany po czystej kartce papieru (70 g/m²) wydawał znajomy dźwięk, było to jednak ognisko podczas wakacji z rodzicami, a nie szafka babci.

W dzieciństwie lubiłam chłeptać wodę. Przelewałam ją na miseczkę i chłeptałam dopóki oczy nie spoczęły na czymś ciekawszym. Lubiłam przycinać włosy trawie wyrwanej z korzeniami i umieszczonej w imadle, zwłaszcza wiosną, gdy przepołowione paznokciem łodyżki mleczy pozwalały na urozmaicenie fryzury wiązaniami.

Już od wielu lat próbuję wymyślić, w jaki sposób zarobić na biciu patykiem o ziemię.

Co warto o mnie wiedzieć? Wolę dyscyplinę od swobody. Paznokcie cięte do opuszka. Ucho psa trzymane między palcami. Czasami gniecie mnie niejasne przeczucie, że muszę stanąć dwa centymetry na lewo. Wszystko dla zachowania porządku. Łatwiej rozmawia mi się ze światem, jako osoba pogodna. Należy wtedy odstawić na bok pytanie jaki jest sens walki o pustynię. Przecież codziennie wstaję. To chyba warte odnotowania. Wbrew własnym przewidywaniom, nie dowiedziałam się jeszcze czym jest całkowita cisza. Wciąż staram się być. Przynajmniej trzy razy w tygodniu.

Nie mam dziś przy sobie mojego znieczulenia, na którym mogłabym zakleszczyć spojrzenie. On potrafi wykrzesać ze mnie entuzjazm. Życie na ziemi zamienię na stałe miejsce w jego głowie. Kto inny przypomni mi, że uśmiechanie się raz dziennie to za mało.

Czy szybka podróż w głąb cudzej skóry przyniosłaby ukojenie?

Staram się skupić na czymś myśli, ale nie potrafię opisać nawet rąk swojej matki.

Matka.

Mamo, powtarzałaś mi zawsze, że długo i szczęśliwie trwa krótko. Byłaś nieprzejednana i dumna z każdego zaoszczędzonego uśmiechu. Do dziś nie potrafię cię unieść ani streścić.

Istnieję warunkowo i nie potrafię już ocenić czy postulat jasności myśli był twoim pomysłem czy moim. Informacje przyjmowałaś tylko w formie dykteryjek, przez co butwieję od środka, nie potrafiąc powiedzieć ukochanej osobie – płaczę, bo mnie rozumiesz…

A gdyby każdy człowiek miał dziennie do wykorzystania tylko pewną pulę słów przydzielaną losowo?

Należałoby gospodarować rozsądnie.

Kilka awaryjnych do lekarza.

Zakupy bez dzień dobry.

 Do tego cały szereg westchnięć.

Od czasu do czasu można by dla zgrywy rzucić nonszalancko kilkoma, aby zaimponować rozrzutnością – „Pani maniery rażą moje oczy”.

Dreptam dalej, podglądając co się dzieje w cudzych chałupach. Czasem tak miło i ciepło tam, że muszę pośpiesznie odwrócić wzrok.

Jagoda Nowak, Filia nr 32